Zawsze wiedziałam, że dobre uczynki nie popłacają. Na zegarach prawie północ, na fryzjera nie ma najmniejszych szans. Jedyne co mogłam zrobić to samodzielnie przyciąć spalone końcówki żeby chociaż trochę przestało śmierdzieć. Poniedziałek zakończyłam z włosami do połowy ucha po jedenej sronie i do obojczyka po drugiej.
![]() |
Niniejszym odszczekuję wszystko złe, co do tej pory mówiłam o facebookowych mechanizmach, edge rankach i innych niebieskich znachorstwach. Nie wiem jakie szczęśliwe zrządzenie losu sprawiło, że mój post zobaczyła przesympatyczna Paula z salonu urody SOHO na tarchominie. Paulina tak się przejęła moim losem, że odezwała się do mnie prwatną wiadomością, po krótkiej rozmowie ustaliłyśmy, że pod wieczór otworzy salon i poratuje mnie w tej beznadziejnej sytuacji. To się nazywa pierwszorzędna obsługa! Nie dość, że dziewczyny same odezwały się do klientki w potrzebie, to jeszcze specjalnie dla niej otworzył salon w święto!
Po tygodniu noszenia nowej fryzurki mogę stwierdzić, że to był strzał w dziesiątkę! To co dziewczyny z SOHO wyczarowały na mojej głowie, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. I chociaż planowałam totalnie inną fryzurę, prawde mówiąc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz